Menu

Ryzykowna ucieczka przed lękiem. „Obecna sytuacja sprzyja uzależnieniom”

- Włącza się myślenie: "skoro jest pandemia, skoro jest tak źle, to przecież jak się napiję, czy w jakiś inny sposób rozładuję napięcie, np. przy pornografii, to już gorzej nie będzie". Bardzo ryzykowne – mówi Dorota Woronowicz, psycholog, specjalistka terapii uzależnień.
Może Cię również zainteresować

Katarzyna Nowicka: Więcej alkoholu, więcej pornografii w sieci, więcej marihuany… Przeczytałam ostatnio, że właśnie tak spora część Amerykanów spędza czas w domach podczas kwarantanny…

Dorota Woronowicz: Ale to nie dotyczy tylko Amerykanów! Widzę to po większej liczbie pacjentów, którzy się do mnie zgłaszają. Słyszę to od innych terapeutów mających podobne obserwacje. Wreszcie widzę to codziennie w mediach społecznościowych. Tam np. powstały grupy osób, które chcą się wspierać w tej nowej, trudnej sytuacji. I można śmiało powiedzieć, że alkohol leje się tam strumieniami. Jest to wręcz powód do nieustającego chwalenia się kto, ile i co właśnie wypił. Do tego oczywiście zdjęcia kieliszków i opróżnianych butelek. Przyznam, że jest to mocno niepokojące, bo to dokładna ilustracja tego, co się dzieje w wielu domach.

To jest ucieczka od rzeczywistości?

Tak. Wielu uważa to za sposób na oderwanie się, obniżenie w sobie napięcia związanego z lękiem. Włącza się następujące myślenie: "skoro jest pandemia, skoro jest tak źle, to jak się napiję czy w jakiś inny sposób rozładuję napięcie, np. przy pornografii, to już gorzej nie będzie". Ludzie kładą to sobie tak po prostu na jedną szalę. To jest bardzo ryzykowne i zdradliwe.

Sporo osób nie radzi sobie w tym nowym, codziennym funkcjonowaniu w domu. Obecna sytuacja sprzyja uzależnieniom. Myślę, że jeszcze miesiąc, dwa i wskaźnik tych, którzy poprzekraczali już wszystkie normy, na pewno będzie wyższy.

Z czym najbardziej sobie nie radzą?

Na przykład z tym, że wcześniej liczyła się dla nich tylko praca, praca i jeszcze raz praca. A tu się okazuje, że teraz trzeba pobyć z samym sobą. Są oczywiście ludzie, którzy to potrafią. Snują przemyślenia, czytają książki, angażują się w życie rodzinne. Są jednak i tacy, którzy jak powietrza potrzebują wychodzenia do pracy i spotkań z wieloma osobami, żeby w ogóle czuć się jakkolwiek dobrze. Inaczej nie potrafią. I myślę, że to będą głównie ofiary tej izolacji i tej nieumiejętności bycia ze sobą. 

Oni uciekają od tego. Na przykład poprzez takie codzienne wieczorne seanse, które sobie organizują. Następuje otwarcie alkoholu, napicie się, potem np. dodatkowo odpalenie pornografii, bo jedno z drugim często się łączy. I tak jest zorganizowany wieczór. Te substancje i bodźce działają, coś się dzieje. Problemy jednak odraczają się tylko na jakiś czas, a potem ze zdwojoną siłą wracają. Więc znów trzeba coś zrobić, żeby na chwilę od nich uciec.

I to tak trwa. Dwa, trzy miesiące. Staje się jakimś nawykiem. Tylko teraz tak… Nadejdzie koniec pandemii i co dalej? Przecież te nawyki nie znikną. Ile czasu zajmie potem powrót do tego, co było przed? Myślę, że dla wielu to będzie bardzo nieprzyjemne odkrycie, jak trudno jest wrócić do normalności, czymkolwiek ona jest i jak trudno jest oderwać się od tego typu nawyków. Na razie jednak tak łatwo jest przecież powiedzieć: "jest pandemia, wszyscy piją, to ja też i w ogóle nie ma tu o czym dyskutować".

Kto teraz najczęściej zgłasza się o pomoc?

Na przykład pacjenci, którzy pojawiali się u mnie już kilka miesięcy temu, bo byli zaniepokojeni swoimi kontaktami np. z alkoholem. W końcu stwierdzili jednak, że ich problem chyba jeszcze nie dotyczy i zrezygnowali ze spotkań. To dla mnie było oczywiście wątpliwe, no ale skoro człowiek ma potrzebę sprawdzenia to oczywiście niech sprawdza. A teraz ci pacjenci do mnie wracają. Dostaję od nich alarmujące smsy. Na przykład: "Pani Doroto, doszedłem do ściany". Kontynuujemy więc te spotkania. W obecnych warunkach - online. Mam taką grupę osób.

Co jeszcze obserwuję? Zgłasza się zdecydowanie więcej kobiet, których partnerzy piją, izolują się, spędzają czas np. przed komputerem. Wyłączają się z realnego życia.

Wspomniała Pani o strachu i redukowaniu go. Czego głównie dotyczy teraz ten strach?

Pacjenci przyznają, że najbardziej boją się o zdrowie swoje i bliskich. Druga kwestia, która się pojawia, to strach przed utratą pracy, zobowiązaniami, kredytami. To jest strach. A jest jeszcze lęk.

Strach i lęk to dwie różne rzeczy?

Strach jest wtedy, kiedy wiemy czego się boimy. W przypadku lęku niekoniecznie to wiemy. Jest więc jeszcze lęk u pacjentów. Ogólny, niesprecyzowany lęk o przyszłość. A substancje i bodźce powodują, że przestajesz się bać. Nie jest to konstruktywne, ale przestajesz. Tyle, że na chwilę… To jest właśnie bardzo zdradliwe przy uzależnieniach.

Co można zrobić, żeby ułatwić sobie teraz trwanie w trudnej rzeczywistości, żeby nie uciekać „na chwilę”, a próbować sobie z nią radzić?

To jest to słynne "tu i teraz". A więc co ja mogę tu i teraz zrobić, z czym ja tu i teraz muszę się zmierzyć. Dla człowieka ważne jest poczucie posiadania kontroli. Warto więc zorganizować sobie plan dnia, w którym ujmiemy nawet to w co się ubierzemy następnego dnia i co zjemy. To są trochę takie triki, ale mają działanie uspokajające. A odkreślanie po kolei zrealizowanych zadań daje nam dodatkowo poczucie satysfakcji, które także jest bardzo ważne.

Wiele osób ma też obecnie problem z pracą zdalną i to również ma swoje konsekwencje. Chodzi o ilość godzin poświęcanych pracy. Nie umiemy tego uregulować i niekiedy siedzimy przy komputerze od rana do wieczora. Trudno wyłączyć go o godzinie 16 i odciąć się od spraw zawodowych. Jeśli więc mówimy o radzeniu sobie, to warto jest zaplanować czas poświęcony na pracę. Oczywiście na tyle, na ile to możliwe. I za wszelką cenę się tego trzymać.

Co jeszcze? Powtarzajmy sobie jak najczęściej, że każdy mijający dzień powoduje, iż jesteśmy o jeden dzień bliżej końca tego, co dzieje się w związku z pandemią. Bo tak właśnie jest. 

Warto zacząć się oswajać z myślą, że świat się zmienia, zawsze się zmieniał. Teraz jest to może przez chwilę bardziej wyraziste, ale z całą pewnością łatwiej nam będzie żyć, jeśli będziemy przyjmować to co nas spotyka z pokorą i pytaniem jak mogę się odnaleźć w obecnej sytuacji, zamiast pytać czemu jest inaczej niż było do tej pory?! 


Dorota Woronowicz - psycholog i specjalistka terapii uzależnień z warszawskiego Centrum Konsultacyjnego Akmed.


Więcej na temat
Pokaż więcej