Menu

„Plankton” gorszy od patostreamingu

18 października 2018 „Nie wierzę! I ludzie to oglądają?”, „To jest dostępne?” – tak na widok nagrań patostreamerów reagują niczego nieświadomi rodzice.
Może Cię również zainteresować

Izabela Karska, psycholog

W ostatnim czasie powrócił w mediach temat bardzo szybko rozwijającego się i szkodliwego zjawiska, jakim jest patostreaming. Jest ono relatywnie nowe (ma kilka lat) i odsłania bardzo niebezpieczną tendencję wśród młodych ludzi – robienia dla coraz większej oglądalności i pieniędzy coraz bardziej ryzykownych i głupich rzeczy na oczach widzów.

Na czym patostreamerzy budują swoją popularność? Im bardziej drastyczne nagranie, im więcej w nim wulgarności, przemocy, dosadności i upodlenia samych siebie oraz osób wokół, tym większa liczba widzów i donacji dla patostreamera. Dla szybkiego zarobku osoby te przekraczają przyjęte granice i zasady społecznego funkcjonowania, bo o kulturze i wychowaniu trudno w ogóle tu mówić. Niestety, bycie ordynarnym i bezwzględnym bardzo się w sieci opłaca.

Głośne sieciowe afery z udziałem kilku znanych polskich patostreamerów pokazały też, jak bardzo patostreaming jest popularny wśród młodzieży. Niepokoi fakt, że kanały takie mogą pociągać za sobą kolejnych naśladowców. 

Szybki zarobek i przesuwanie granic

Ofiarami tych „twórców”, jak niektórzy mówią o sobie, bywają ich własna rodzina i znajomi, których potrafią ośmieszać, bić i wyzywać na oczach widzów. Szkalowani, wyśmiewani i wykorzystywani bywają także sami oglądający.

Dużą popularnością cieszą się także tzw. rajdy. To rodzaj zmanipulowanego przez patostreamera masowego spamu jego fanów na transmisję innego patostreamera i przejmowanie czatu. 

I tu już fantazja tych najbardziej wulgarnych i niemających zahamowań może zaskoczyć. Wszelka krytyka  jest przez nich zazwyczaj wyśmiewana, a krytykującym przypisują oni brak dystansu i poczucia humoru.

W polskiej sieci powstał odrębny gatunek „patokanałów”, których trudno w takim wydaniu szukać gdzie indziej. Szokuje to, że oni sami postrzegają to, co robią, jako nowoczesną formę sztuki czy performansu. 

Przesuwanie granic stworzyło nie tylko nową kategorię dewiacyjnych filmików, ale także kolejną grupę  czerpiącą korzyści z upowszechniania tego, co w sieci najgorsze. Tych nazywa się „planktonem”, a ich działanie może być jeszcze bardziej niebezpieczne niż samych patostreamerów.

Przeciwko mowie nienawiści

Okrągły stół w sprawie patostreamingu zorganizował w swej siedzibie w Warszawie Rzecznik Praw Obywatelskich. Dyskutowano o tym, jak zmierzyć się ze zjawiskiem. W spotkaniu uczestniczyła wiceminister cyfryzacji oraz 30 innych ekspertów.

- Coraz więcej osób zwraca uwagę na mowę nienawiści i się jej sprzeciwia. Patologiczne treści w internecie często idą dalej – naruszają nietykalność cielesną innych osób, promują przemoc, utrwalają negatywne stereotypy. Najczęściej dostępne są na popularnych platformach bez ograniczeń wiekowych - mówi Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, inicjatorka spotkania, odpowiedzialna w biurze RPO za strategiczne postępowania sądowe.  - Patostreaming jest jaskrawym przykładem łamania godności i nie ma na to naszej zgody w przestrzeni publicznej jaką jest Internet – dodaje.

Podczas spotkania ustalono, że choć o proste rozwiązania w tym obszarze nie będzie łatwo, to ważna jest współpraca i wskazywanie konkretnych propozycji, które mogą zmierzać do ograniczenia zjawiska patostreamingu.

Więcej na temat
Pokaż więcej