Menu

Branża pornograficzna. Ile tak naprawdę jest warta?

20 października 2018 Czy przemysł pornograficzny jest rzeczywiście tak potężny, jak wydaje się na pierwszy rzut oka? Czy liczba stron internetowych przekłada się na przychody tej branży? Wydaje się, że brak jest na razie wiarygodnych danych, aby potwierdzić szacunki pojawiające się w debacie publicznej.
Może Cię również zainteresować

Adam Zych, przedsiębiorca, Klub Jagielloński

Pornobiznes przeżywał swoje wzloty i upadki. Jego początki sięgają lat 70. XX wieku i były bezpośrednio powiązane z rewolucją obyczajową końca lat 60. Filmy pornograficzne, kręcone w większości w San Fernando Valley w Kalifornii, były sprzedawane na kasetach VHS oraz wyświetlane na specjalnych pokazach w kinach.

Od początku istnienia zmorą tego biznesu było nielegalne kopiowanie, tym trudniejsze do ścigania, że rządzący mniej kwapili się do walki w imię pornografii w porównaniu do normalnej kinematografii czy muzyki. Mimo wszystko kręcenie filmów dla dorosłych do końca lat 90. przeżywało boom. Pojawiły się stacje telewizyjne z filmami XXX, kablówki oferowały kanały Pay TV. Można było kupić film, nie wychodząc z domu albo będąc w pokoju hotelowym.

Pod koniec millennium szacowano, że globalnie pornobiznes generował pomiędzy 10 a 14 miliardów USD zysku, choć od zawsze estymacje wielkości tej branży budziły kontrowersje. Były i takie szacunki, jak magazynu „Forbes” z 2001 roku, który podliczył, że branża jest zdecydowanie mniejsza – w USA (generujących wtedy około 85 procent światowego przychodu z porno) wynosić miała między 2,6 a 3,9 miliarda USD. Dla porównania: samo Hollywood w 1999 roku zarobiło około 31 miliardów USD, amerykańskie stacje telewizyjne – 32,3 miliarda, zaś amerykańskie stacje kablowe – 45,5 miliarda USD.

Era Internetu

Od początku lat 90. pornobiznes przeżywał upadek, by potem, od około 2010 roku, dzięki Internetowi powstać jak Feniks z popiołów. Tak jak dla większości gałęzi biznesu, również i tutaj świat wirtualny zmienił wszystko.  Duże studia filmowe oraz czasopisma papierowe zaczęły tracić na znaczeniu i mieć finansowe problemy, które często kończyły się bankructwem lub popadnięciem w zapomnienie.

Dobrym przykładem są tzw. pisma „dla panów”, od lat przeżywające finansowe problemy (np. „Playboy” generuje dzisiaj większość swojego przychodu ze sprzedaży licencji – głównie na rynek chiński – na używanie marki do takich produktów jak perfumy, odzież itd.).

Jedno z największych studiów filmowych kategorii XXX wywodzące się z Vivid Entertainment w Kalifornii przyznaje, że jego biznes rokrocznie się zmniejsza, zaś przychody ze sprzedaży filmów spadły z 80 procent udziałów w obrocie firmy do około 20 procent. Problemem branży jest zarówno nagminne kopiowanie jej produkcji przez niskobudżetowe strony internetowe, jak i atomizacja biznesu – w międzyczasie powstało bardzo dużo pornograficznych mikrofirm producenckich.

Na temat pornografii można znaleźć niezliczoną liczbę publikacji, analiz i komentarzy. Jej temat poruszany jest często w kontekście obyczajowym. Coraz więcej jest jednak artykułów dotyczących wpływu pornografii na społeczeństwo oraz zdrowie ludzkie.

Mity

Po wnikliwej analizie zauważyłem, że wokół tego biznesu narósł mit o ogromnej wartości tej branży.

Pojawia się pytanie, czy przemysł pornograficzny nie jest przeszacowany. Nie było łatwo znaleźć opracowania dotyczące tego tematu, prawdopodobnie wynika to z tego, że mało które biuro statystyczne dzieli wielkość show-biznesu na portale czy filmy „normalne” i pornograficzne.

Jeżeli zaczniemy szukać globalnych opracowań lub artykułów na temat dolarowej wysokości obrotów firm kręcących filmy kategorii XXX, portali z dostępem do takich filmów oraz sprzedających usługi live i gadżety erotyczne, spotkamy się z potężnymi różnicami w estymacjach.

W wielu artykułach prasy zachodniej, w tym tak poważnych mediach jak magazyn „Fortune” czy CNBC, pojawia się liczba 97 miliardów USD jako globalny przychód firm związanych w pornografią. Próbując dociec, skąd wzięła się ta liczba, odnalazłem wywiad telewizyjny z 2015 roku z dr Kassią Wasick z New Mexico State University, która podała tę liczbę w oparciu o jej własne badania. Niestety, dr Wasick nie odpowiedziała na moje maile z prośbami o doprecyzowanie, w jaki sposób obliczyła globalną wielkość przemysłu pornograficznego.

Zacząłem więc szukać dalej, aby odkryć więcej danych. Po pierwsze, natknąłem się na wiele artykułów w pismach biznesowych, jak choćby wspomniany wyżej „Forbes”, które mocno kontestują łatwość, z jaką inne media szafują rewelacjami o ogromie pornobiznesu.

Postanowiłem w tej sytuacji odszukać obroty największych firm w tej branży, co pozwalałoby na dokonanie dalszych szacunków i choćby dziennikarską analizę, czy rzucana medialnie kwota prawie 100 miliardów USD się broni. Okazuje się, że prawdopodobnie największą firmą branży XXX jest zarejestrowana w Luksemburgu MindGeek Inc, założona przez niemieckiego przedsiębiorcę Fabiana Thylmanna, dla wielu kultowego wizjonera rozwoju biznesu sieciowego.

Firma MindGeek, która zdaje się współpracować z rządem brytyjskim w poszukiwaniu skutecznych rozwiązań ograniczających dostęp do pornografii osobom nieletnim, zrealizowała w 2015 roku 460 milionów USD obrotu. Inna z największych firm, właściciel portalu Livejasmin, który jest wg serwisu Alexa.com 47. najczęściej odwiedzanym portalem internetowym (w ogólnym rankingu, przed nim w pierwszej pięćdziesiątce są jeszcze dwa portale pornograficzne: jeden należący do MindGeek, drugi do czeskiej firmy WGCZ Holding), w 2013 roku zrealizowała obrót w wysokości 325 milionów USD.

Bardzo trudno odnaleźć obroty innych firm, MindGeek uchodzi jednak za największą w branży. W tym miejscu zaczynają się poważne wątpliwości co do globalnej wielkości pornobiznesu. Skoro największy dostawca w branży, posiadacz czterech z dziesięciu największych portali XXX (wg liczby odwiedzin, dane z Alexa.com), generuje niecałe 0,6 miliarda USD, to w jaki sposób cała branża miałaby dojść do 100 miliardów dolarów?

Finanse

Aby bardziej dosadnie unaocznić zagadnienie, spójrzmy na porównanie z branżą gamingową. Branża ta szacowana jest przez specjalistyczne portale na 108 miliardów USD przychodów w roku 2017, ale tutaj najwięksi gracze generują zupełnie inne liczby: największa firma w branży, chiński Tencent, zrobiła 18,12 miliarda USD obrotu, Sony w dziale gier - 10,5 miliarda USD, zaś Apple na sprzedaży samych gier zarobił 8 miliardów. Potężne, kilkumiliardowe obroty generowało o wiele więcej firm, m.in. Microsoft, Netease, Nitendo. Zgodnie z powszechnie obowiązującą zasadą Pareto, 20 procent największych firm powinno generować największą część biznesu. Nawet jeżeli założymy, że dużą część pornobiznesu stanowi czarny rynek, niemożliwym jest, aby firmy wielkości MindGeek łącznie doszły do sumy takich obrotów, jakie sugeruje dr Wassick, a za nią niektóre światowe media.

Skąd biorą się te wygórowane estymacje, liczne artykuły w międzynarodowych, poważanych tytułach, powtarzające przez nikogo niepotwierdzoną wielkość branży porno? Dlaczego tak łatwo przechodzi się od informacji o rejestrowanych wejściach na strony porno, o powstawaniu licznych nowych stron, sugerując przy tym czytelnikowi, że branża jest finansowo potężna?

Wydaje się, że to medialne „pompowanie” pornografii jest pochodną szukania łatwej sensacji, czym na pewno jest domniemany news o tym, że porno generuje więcej niż Hollywood i Bollywood razem wzięte (rynek Box Office w 2016 roku to 38 miliardów USD). Drugą przyczyną wydaje się być skłonność do poszukiwania teorii spiskowych. W pornobiznesie wszystko jest owiane tajemnicą, trudno dojść, kim są właściciele portali, gdzie są zarejestrowani, odszukać informacje na temat ich przychodów, powiązań itd. Jedyną wartością, która jest ogólnie dostępna, jest tzw. klikalność.

Zastanówmy się jednak, jaki jest finalny efekt takiego podejścia mediów: czy nie jest tak, że każdy z nas w pierwszym odczuciu ma wrażenie, że branża porno jest ogromna, zarówno w kontekście liczby stron WWW jak i w sensie finansowym? Te dwie kategorie w naszym pojęciu są jednoznaczne – jeżeli jest aż tyle stron, to musi być w tym wielka kasa.

Czy jednak istnieje tutaj koniecznie znak równości? Ja nie widzę żadnego związku. Wikipedia jest globalnie piątym najczęściej odwiedzanym portalem, a nie generuje przecież obrotów wielkości Walmarta (jako fundacja w 2016 roku zarejestrowała 82 miliony USD przychodu).

Ogólnodostępność

Jestem wręcz przekonany, że pornografia jest właśnie dlatego tak często odwiedzana w Internecie, bo jest darmowa. To jest jej główny motor napędowy i dlatego firmy typu MindGeek są zainteresowane współpracą z rządami, aby jej ogólnodostępność utrudniać i zmuszać do płacenia za nią (co przy okazji wymusza identyfikację wiekową).

Czy podobnej sytuacji jeszcze 10 lat temu nie mieliśmy z muzyką? Ulubione melodie można było ściągać za darmo i bez ograniczeń. Dzisiaj mamy taką samą sytuację z pornografią. Zdecydowana większość stron XXX jest nielegalna i kopiuje obrazy, zdjęcia i filmy innych firm. Porno zalewa w nieograniczony sposób Internet i jest przez to łatwo dostępne.

Pozostaje poczucie, że pornobiznes jest potężny i kombinowanie przy nim może doprowadzić do poważnych problemów gospodarczych tych społeczności, gdzie zlokalizowane są największe firmy (np. w USA są to niektóre hrabstwa w Kalifornii), a rządową kasę uszczuplić o wpływy z podatku. Ponieważ jednak bardzo prawdopodobne jest, tak jak „Forbes” uznał kilkanaście lat temu, że faktyczna wartość pornobiznesu jest dużo mniejsza niż wartości szacowane przez „ekspertów” tej branży, jej wpływ na gospodarkę i budżety państw jest znacznie mniejszy niż podpowiada wyobraźnia.


Więcej na temat