Menu

"Pornonibylandia - kraina kompletnie surrealna"

Nadmiar darmowego, wszędobylskiego porno w sieci buduje pornonibylandię – krainę kompletnie surrealną, kiczowato-bajkową, kompletnie niemającą związku z rzeczywistością – mówi w wywiadzie dla portalu opornografii.pl prof. Tomasz Szendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Może Cię również zainteresować

Oto fragment obszernego wywiadu, którego udzielił naszemu portalowi prof. Tomasz Szlendak. Pod fragmentem znajduje się link do całej rozmowy:


Prof. Tomasz Szlendak, socjolog: Niektórzy nie widzą związku między nadpodażą porno w sieci a brakiem dzieci. Ja go widzę. Nie budujemy par albo budujemy je bardzo późno, bo znaczącej części mężczyzn nie opłaca się wysiłek w dochodzeniu do bycia w parze. Nagrody niegdyś związane z byciem w parze pobierane są poza nią. Pornografia w wydaniu sieciowym - wszechobecna i łatwo dostępna - powoduje, że część mężczyzn, rozczarowana trudnością samego wchodzenia w relacje intymne i trudnością bycia w parze w realnym świecie, po prostu rezygnuje.

Katarzyna Nowicka, portal opornografii.pl: Bo to jest nie to samo co widzieli na ekranie?

Też. Miłość romantyczna odpowiedzialna przez ostatnie kilkadziesiąt lat za budowanie związków zawierała jakąś metafizykę, wspólne dochodzenie do jakichś upojeń. Pornografia w dużej mierze tę metafizykę zabija, powodując, że relacje zaczynają być postrzegane przez jej pryzmat. Mamy do czynienia z upornograficznionym wyobrażeniem tego, jak wygląda seks, jak wyglądają ciała, jak wyglądają interakcje między jednym ciałem a drugim ciałem. Czasami młodzi mężczyźni, przepraszam za dosłowność, dziwią się np., że kobiety są owłosione, albo że mają jakiś nieoczekiwany i niedostrzegalny w prezentacjach porno zapach.

Nadmiar darmowego, wszędobylskiego porno w sieci buduje pornonibylandię – krainę kompletnie surrealną, kiczowato-bajkową, kompletnie niemającą związku z rzeczywistością. Pornonibylandię generują dziś do tego detaliczne obrazy, a nie opowieści słowne pozostawiające przestrzeń na domysły. To zabija wyobraźnię. Martwi mnie ta zabijana wyobraźnia.

A płynący z ekranów smartfonów kult ciała i często nierealistycznego, idealnego wyglądu? To jest prezentowane jako coś niezbędnego do funkcjonowania, jako warunek akceptacji przez rówieśników. Jaki to ma wpływ na młodych ludzi?

Nie chciałbym demonizować smartfonów. Dla młodszych generacji to narzędzie, za pomocą którego żyją, narzędzie do kontaktów społecznych, narzędzie poznawcze, swoiste przedłużenie i rozszerzenie pamięci. Coś takiego, czym dla ludzi 40+ były długopis, kartka papieru czy zeszyt. Umysł współczesnego 15-latka jest już właściwie przez to narzędzie ukształtowany.

Z drugiej strony jednak, internet specyficznie ustawia relacje społeczne. Przeskalowuje bardzo silnie wyobrażenia o atrakcyjności.

Wystarczy spojrzeć, co się pojawia np. na Instagramie czy na Tiktoku. Zazwyczaj prezentowane są tam kobiety o wybitnej symetrii i specyficznych cechach ciała. Co to powoduje? Gdy od czasu do czasu młody chłopak podnosi wzrok znad ekranu smartfona i spogląda na swoje koleżanki z klasy to widzi, że dwuwymiarowe prezentacje kobiet z Tiktoka wyglądają lepiej od koleżanek. Mimo tego, że wiele z nich bardzo pragnie się do tych instagramowo-tiktokowych wzorców dostosować.

To "dostosowywanie się" to chyba kolejny problem

W pokoleniu dzisiejszych nastolatków widać to bardzo silnie. Taka presja dotycząca pilnowania swego ciała jak maszyny do sprawnego życia. Można oczywiście dostrzec pewne dobre strony tego zjawiska. Młodzi ze względu na tę koncentrację na ciele i na wyglądzie, mniej piją niż nasze pokolenie, dużo mniej też palą. Z drugiej strony, ta presja powoduje, że nic prócz ciała i prezentacji jego sprawności nie jest już ważne. Czy wie pani, ile osób potrafi subskrybować profil dziewczyny, która zajmuje się tylko i wyłącznie innowacyjnym i skutecznym malowaniem ust?

Nie mam pojęcia...

400 tysięcy. Setki tysięcy śledzą też panią, która chodzi po sklepach i pokazuje, w czym by dobrze wyglądała. Nawet tych rzeczy nie przymierza. Fotografuje się tylko z wieszakiem w ręku. To tylko pojedyncze przykłady. Cała kultura jest przesterowana w tym właśnie kierunku.

Ostatnio czytałam na jednym z forów relację matki, która jest przerażona, bo jej 15-letnia córka przyszła i oznajmiła, że musi sobie powiększyć piersi. Po prostu musi, bo inaczej nikt nie zwróci na nią uwagi…

No właśnie. Codzienny, bezustanny kontakt z materiałem wizualnym w sieci powoduje, że młodzi ludzie uznają za normę rzeczy wcześniej opisywane w kategoriach ekstremów. 

Tak jak codzienna ekspozycja na teorie spiskowe na Twitterze kreuje umysły postrzegające wyjaśnienia naukowe jako niewiarygodne. Takie komunikaty, których jest całe mnóstwo, że warto sobie w to i owo wstrzyknąć botoks, że warto sobie powiększyć usta czy biust powodują, że jest to postrzegane jako nieprzesadzony zabieg kosmetyczny. Rówieśnicy tej dziewczyny nie widzą już zapewne nic dziwnego w jej postawie. Na zasadzie: "Masz problem? Rozwiąż go, powiększ sobie biust. Proste". Różnice klasowe zaczną się objawiać nie w korzystaniu albo niekorzystaniu z inwazyjnych zabiegów kosmetycznych, tylko w tym, że u jednej klasy będzie widać ich efekty, a u drugiej nie.


Cały wywiad z prof. Tomaszem Szlendakiem można przeczytać tutaj: "Sieć zabija wyobraźnię młodych".


Więcej na temat
Pokaż więcej