Menu

"Wciąż rośnie liczba współczesnych niewolników"

Coraz więcej mówi się o handlu tzw. żywym towarem w powiązaniu ze zjawiskiem pornografii i uzależnienia od treści pornograficznych – stwierdza Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i przewodniczący Rady Global Compact Network Poland.
Może Cię również zainteresować

Kamil Wyszkowski - przedstawiciel i przewodniczący Rady Global Compact Network Poland, Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ ds. współpracy z biznesem. Od 2002 do 2014 roku pracownik Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju, wykładowca Collegium Civitas oraz ekspert w obszarze przeciwdziałania handlowi ludźmi.


Katarzyna Nowicka: Jaka jest skala zjawiska handlu ludźmi na świecie?

Kamil Wyszkowski: Mamy do czynienia z trendem wzrostowym. Z roku na rok jest coraz więcej tak zwanych współczesnych niewolników. O ile w 2015 roku, jak pokazał raport UNODC (United Nations Office on Drugs and Crime), było ich 38 milionów, to obecnie jest ich już ponad 40 milionów. Ewidentnie nie radzimy sobie z tym zjawiskiem.

Statystyki pokazują też, że dużą liczbę stanowią osoby, które można określić mianem niewolników seksualnych. To 53 proc. wszystkich osób, które określamy jako współczesnych niewolników, czyli ponad 21 milionów ludzi. Mówimy tu także o osobach zmuszanych do prostytucji i wykorzystywanych w przemyśle pornograficznym. W tych przypadkach w 99 proc. ofiarami są kobiety i dziewczynki. Warto dodać, że osoby płci żeńskiej stanowią 70 proc. wszystkich ofiar handlu ludźmi.

Średni roczny zysk, jaki ogólnie generuje handel ludźmi, szacowany jest na 180 miliardów dolarów. To więcej niż handel narkotykami, czy handel bronią. Jaką część stanowi zysk generowany przez przemysł pornograficzny powiązany z handlem ludźmi pozostaje znakiem zapytania. Wiemy przykładowo, że nie mniej niż 32 miliardy dolarów to zysk netto zorganizowanych grup przestępczych, które zajmują się przemysłem pornograficznym w ramach legalnych lub półlegalnych firm. Wiadomo także, że jest to rynek ogromny i jego wartość stale wzrasta wraz ze wzrastającą liczbą osób uzależnionych od pornografii.

O tym będziemy oczywiście szerzej rozmawiać. Wróćmy jednak jeszcze do kwestii, którą Pan wcześniej poruszył. Dlaczego nie radzimy sobie ze zjawiskiem handlu ludźmi?

Głównie dlatego, że bardzo łatwo jest przewieźć legalnie człowieka z punku A do punktu B, zwłaszcza gdy uda się go zmanipulować obietnicą dobrej pracy i lepszej przyszłości w nowym kraju. Często nieświadome zagrożenia osoby, same i na własny koszt, jadą prosto w łapy bandytów. Mafia albańska, rosyjska czy japońska jakuza wyspecjalizowały się w tym procederze i w kraju tranzytowym jakim jest Polska, współpracują ze starą mafią wołomińską i pruszkowską.

Znacznie trudniej przetransportować narkotyki, czy broń, bo jest to łatwiejsze do wykrycia i z miejsca dochodzi do aresztowania. Także z tego powodu zorganizowane grupy przestępcze zwróciły szczególną uwagę na handel ludźmi. Są też inne przyczyny.

Jakie?

Przykładowo, jeśli ktoś zmanipuluje jakąś osobę i namówi do wyjazdu, powiedzmy z Indonezji do Arabii Saudyjskiej, to po przyjeździe kompletnie nie ma się kto za tą osobą wstawić. Rodzina ofiary jest najczęściej zbyt biedna żeby podjąć jakiekolwiek działania poszukiwawcze, a Indonezja nie ma środków i siły dyplomatycznej na aktywne wywieranie presji na organy ścigania w Arabii Saudyjskiej w zakresie przeciwdziałania handlowi ludźmi i ochrony praw przybyszów z Indonezji.

Z kolei jeśli ktoś np. przewozi osobę z Tajlandii do Europy lub odwrotnie to może liczyć na to, że ryzyko wpadki jest minimalne. Tajska policja, służby celne i graniczne borykają się z problemem korupcji i przekupienie urzędników tajskich nie stanowi problemu dla dysponującej dużymi środkami finansowymi zorganizowanej grupy przestępczej. To oczywiście tylko niektóre przykłady.

A Polska? Jak wypada na tle innych krajów, jeśli chodzi o handel ludźmi?

Spełnia wszystkie obowiązki raportowania do systemu ONZ. W Polsce mamy też struktury, które zajmują się tym zjawiskiem. Nie należymy do krajów, w których dochodzi do werbunku ofiar na masową skalę. Jesteśmy bardziej krajem tranzytowym, a od pewnego czasu także krajem docelowym, gdzie ofiary handlu ludźmi są umieszczane i wykorzystywane.

Rośnie liczba migrantów ekonomicznych i kraj nad Wisłą staje się domem dla coraz większej liczby narodowości. Mówimy tu już od dosyć dawna o przedstawicielach mniejszości wietnamskiej, a obecnie głównie ukraińskiej czy mołdawskiej. Te osoby są najczęściej na rynku pracy wykorzystywane i oszukiwane. Według raportu GUS z 2017 roku oraz analiz Związku Ukraińców w Polsce, na milion trzysta tysięcy osób narodowości ukraińskiej, które w 2017 roku były legalnie w naszym kraju, co czwarta deklarowała, że była albo oszukiwana przez swojego pracodawcę i otrzymała wynagrodzenie w zmniejszonej wysokości albo nie otrzymała wynagrodzenia wcale.

Do tego dochodzi zjawisko molestowania seksualnego kobiet. Ten sam raport wskazuje, że co jedenasta Ukrainka deklarowała że była molestowana w pracy. Skala jest porażająca, bo jak łatwo policzyć mówimy o armii ponad 100 tysięcy kobiet. Rosnącej skali zjawiska sprzyja niska jakość działań prewencyjnych.

Na czym ta słabość polega?

Państwowa Inspekcja Pracy powinna nasilić kontrole w zakładach pracy zatrudniających migrantów zarobkowych, a tego nie robi, bo nie ma dostatecznej ilości pracowników.

Inny przykład to wdrożone szkolenia dla służb celnych dotyczące tego, jak rozpoznać np., czy w samochodzie przekraczającym polsko-rosyjską, polsko-białoruską, czy polsko-ukraińską granicę, znajduje się kobieta przewożona wbrew własnej woli. Albo na co zwrócić uwagę, gdy kobieta mówi, że jedzie np. do pracy w Niemczech. Nawet jeśli wygląda na osobę mającą poczucie bezpieczeństwa, która jedzie do pracy z własnej woli, celnik powinien sprawdzić poprzez zestaw prewencyjnych pytań, czy na pewno wie gdzie jedzie i czy w jakikolwiek sposób sprawdziła swojego pracodawcę. Bo jeżeli tak nie jest, to może być potencjalną ofiarą handlu ludźmi.Te szkolenia zostały wykonane, ale czy strażnicy celni wykorzystują wiedzę ze szkoleń w praktyce? W naszej ocenie nie.

Mamy też do czynienia z działaniami pozorowanymi w innym obszarze. Niechęć do zajmowania się tematem handlu ludźmi przejawia się w podejściu do kwestii ulicznej prostytucji, a przecież kobiety nazywane potocznie tirówkami, często ktoś wcześniej wykorzystał. Zdawał sobie sprawę np. z ich słabej sytuacji materialnej, nieporadności życiowej czy uzależnienia i zmanipulował zmuszając do prostytucji poprzez celowe działania uzależniające ofiarę materialnie, psychicznie i poprzez strach. To jest powtarzalny schemat przy pozyskiwaniu kobiet zarówno do prostytucji jak i do przemysłu pornograficznego.

Jak dokładnie ten powtarzalny schemat wygląda? Dla wielu to może być swojego rodzaju ostrzeżenie…

Wyszukiwane są osoby bez perspektyw, w trudnej sytuacji, często pochodzące z rodzin patologicznych lub współuzależnione, które chcą się za wszelką cenę wyrwać ze swojego środowiska. Tak wyselekcjonowanej osobie proponuje się atrakcyjną pracę w innym mieście lub kraju, a potem zmusza się do pierwszego seksu za pieniądze. Często scena seksu jest bez zgody tej osoby nagrana, a później nagranie to wykorzystywane jest do szantażowania ofiary. Załamana swoją sytuacją i chcąca się wycofać osoba bywa zmuszana do kontynuowania prostytucji.

I co dalej?

Początkowo liczy na to, że się dorobi, że nikt się nie dowie i że jakoś to będzie, a później wkrada się rezygnacja, depresja, często też pozorne pogodzenie z losem i zgoda na dalsze regularne uprawianie prostytucji przez długie lata. Gdyby taka osoba na początku otrzymała wsparcie od policjanta, a najlepiej policjantki przy rutynowej kontroli i chwilę później wsparcie psychologiczne, wiele ofiar można by uratować.

Jak kwestia handlu ludźmi prezentuje się na mapie świata?

Umownie możemy podzielić świat na kraje bogatej Północy, które z pracy niewolniczej i jej owoców korzystają i biednego Południa, gdzie większość niewolników mieszka bądź skąd pochodzi i gdzie do niewolniczej pracy została zmuszona lub gdzie została zwerbowana. Azja południowo-wschodnia i tzw. złoty trójkąt Malezja, Indonezja, Tajlandia, Indie, Korea Północna i Chiny, kraje Europy wschodniej i Rosja, Meksyk i kraje Ameryki Południowej oraz Afryka to obszary gdzie pozyskuje i wykorzystuje się niewolników. Europa i Ameryka Północna oraz Australia i Japonia oraz Bliski Wschód to miejsca gdzie tworzy się podaż na zniewolonych ludzi, bądź na wytworzone przez nich produkty, czy usługi.

A biorąc pod uwagę kwestię prostytucji i przemysłu pornograficznego?

Ta mapa inaczej się rozkłada. Dla rynku europejskiego i na Bliski Wschód pozyskuje się ofiary głównie z Europy Wschodniej i Rosji. Dla Japonii i Australii z Azji Południowo-wschodniej oraz z Indonezji, Tajlandii i Malezji. Rynek Indii jest specyficzny, bo tutaj podaż jest na miejscu. W Chinach bardzo podobnie z wyłączeniem handlu ludźmi z Korei Północnej do Chin. Meksyk i Ameryka Południowa to zdecydowanie kierunek na rynek USA i w mniejszym stopniu Kanady. Gdzie odbywa się handel? Ogromne znaczenie ma tutaj internet a w szczególności jego trudna do badania przez organy ścigania część, którą nazywamy Dark Web.

Z czym mamy tam do czynienia?

To tam anonimowy klient spotyka się z przedstawicielami grup przestępczych i to tam odbywają się współczesne targi niewolników. Tam organizuje się seks turystykę dla sieci pedofilskich i tam odbywają się aukcje i zamówienia w ramach kategorii premium.

Najwyżej są wyceniane kobiety o jasnej karnacji, mówiące po angielsku, pochodzące ze wschodniej Europy lub Rosji. Cena kobiety uprowadzonej na konkretne zamówienie to mniej więcej 45 tysięcy dolarów amerykańskich. Na specjalnych giełdach można złożyć także zamówienie na konkretną dziewczynę, a w zależności od stopnia komplikacji i środków niezbędnych do pozyskania konkretnej osoby cena zamówienia rośnie.

Co warto zauważyć, nie zawsze jest to nielegalne. W przypadku zgody danej osoby na wyjazd zagraniczny w celu świadczenia usług seksualnych, mówimy o sponsoringu i jest to coraz szersze zjawisko, w ramach którego zaciera się granica pomiędzy prostytucją a okresowym dorabianiem w ramach wyjazdów na urlop. Bardzo często sponsoring kończy się tragicznie i osoby początkowo wyjeżdżające z własnej woli na kontraktowane wyjazdy jako tzw. escort girl, są późnej zmuszane szantażem do kontynuowania świadczenia usług seksualnych.

Inny rodzaj manipulacji, to proponowanie ofierze dobrze płatnej pracy w klubie jako kelnerka, lub barmanka, albo pomoc domowa. Po przyjeździe do kraju docelowego (często na własny koszt) ofiara odkrywa, że klub to bar ze striptizem a praca ofiary ma polegać na świadczeniu usług seksualnych lub na pracy w pornobiznesie. Rekrutacja kobiet odbywa się najczęściej w oparciu o czynnik ekonomiczny. Wybiera się osobę biedną, która chce się wyrwać ze swojego środowiska i wyjechać do lepszego świata. np. do Szwecji, czy do Niemiec. A potem bywa, że taka osoba znika. Jeśli pochodzi z rodziny patologicznej to także nikogo nie dziwi, że zrywa kontakt z tą rodziną i ta nie podejmuje wysiłków by zaginioną osobę odszukać.

Czy Polki też są tak oszukiwane?

Tu sytuacja bardzo się zmieniła na przestrzeni lat. Polska stała się na tyle bogatym krajem, korzystającym z dobrodziejstwa swobody poruszania się po krajach Wspólnoty Europejskiej, że Polki nie są już tak łatwymi ofiarami jak jeszcze 15 lat temu. Nasz kraj staje się przede wszystkim obszarem tranzytowym i coraz częściej krajem docelowym dla ofiar z Europy Wschodniej, Rosji, Wietnamu a ostatnio Nepalu czy Filipin.

Polki zdecydowanie bardziej niż kiedyś zdają sobie sprawę z ryzyka i zagrożeń. Ich, w dużej mierze ten Zachód już tak nie nęci jak kiedyś. Dla wielu kobiet w innych krajach często to wciąż jest jednak pułapka. Zwłaszcza, że zjawisko handlu ludźmi się rozwija. Są wyspecjalizowane grupy przestępcze zajmujące się dostarczaniem młodych kobiet i dzieci do pracy w domach publicznych. Europejskim przykładem jest choćby bardzo brutalna, bezwzględna i skuteczna mafia albańska.

Niewątpliwie też do rozpowszechnienia zjawiska handlu ludźmi do celów seksualnych przyczynił się rozwój Internetu. Wraz z powszechnym dostępem do sieci wzrosło zapotrzebowanie na pornografię więc trzeba je zaspokajać poprzez masową produkcję filmów porno.

Znikają pisma pornograficzne, bo druk za dużo kosztuje, a liczba użytkowników spada. Najbardziej dochodowe jest produkowanie bardzo niskim kosztem 10-minutowych, albo i krótszych filmików, przy często minimalnych wymaganiach sprzętowych. Wystarczy telefon komórkowy z opcją nagrywania i osoby uprawiające seks. Taki produkt jest zbliżony do filmu nagrywanego w profesjonalnym studiu.

I to wystarcza odbiorcy?

Warto dodać, że osoby uzależnione od pornografii nie mają zbyt wysokich oczekiwań artystycznych. One chcą rozładować swoje napięcie seksualne i szukają coraz silniejszych bodźców. Takie drobiazgi jak profesjonalne oświetlenie, ambitny scenariusz, czy przygotowanie aktorskie nie grają żadnej roli.

Oczywiście częścią porno biznesu są aktorzy i aktorki, którzy się na to zgadzają, uprawiają ten zawód legalnie i dostają za to wynagrodzenie, mają status gwiazd, wysoką rozpoznawalność i bardzo wysokie honoraria, związki zawodowe i odprowadzane składki na świadczenia emerytalne.

Problemem jest sytuacja, gdy film pornograficzny jest kręcony z udziałem osób, które są do tego zmuszane i nie chcą tego robić. Najczęściej osoba korzystająca i uzależniona od pornografii nie jest w stanie odróżnić, czy obserwuje aktorów porno, czy ofiary handlu ludźmi.

Ludzie zazwyczaj zakładają, że wszystko, co oglądają to legalny biznes, wyreżyserowany film z dobrze opłacanymi aktorami porno. Tymczasem nie można być w 100 procentach pewnym, że w danym filmiku pornograficznym nie ogląda się wykorzystywania drugiej osoby wbrew jej woli. Może się zdarzyć że nieświadomie użytkownik portali pornograficznych uczestniczy w napędzaniu podaży na handel ludźmi i ogląda gwałcone i zmuszane do seksu ofiary. Pornografia wciąż napędza popyt a każde kliknięcie to zyski dla portali pornograficznych, których znaczna część pośrednio lub bezpośrednio współuczestniczy w handlu ludźmi.

Komisja Europejska przeanalizowała jakiś czas temu ruch w internecie. Króluje pornografia. I to się rozwija. Jest powszechnie dostępna i co ważne potrafi doprowadzić do uzależnienia. A wtedy już trudno o kontrolę.

I wciąż poszukuje się czegoś nowego?

Jak ktoś jest uzależniony to może się albo leczyć, albo poddawać tej chorobie. Jeśli ktoś jest głęboko uzależniony, to mówi się już o zaburzeniu w przestrzeni wolnej woli. Ta osoba nie jest w stanie się kontrolować. I rynek wie, że na to też musi odpowiedzieć. Osoby uzależnione zaczynają się angażować m.in. poszukiwanie coraz bardziej brutalnych treści.

Na dark webie dzieją się rzeczy straszne. Mówimy tu np. o takich praktykach jak tzw. czynna obserwacja sceny gwałtu, gdzie osoby oglądające, wydają polecenia osobom gwałcącym i decydują, co jeszcze można zrobić ofierze. Często te diaboliczne seanse kończą się zamęczeniem ofiary na śmierć, lub trwałym okaleczeniem.

To przerażające…

W tego typu seansach osoba obserwująca wie, że uczestniczy w spektaklu z udziałem ofiary która jest zniewolona i bezbronna. Jest to przykład jednej z najbardziej poszukiwanych usług przez osoby o ciężkich zaburzeniach i głęboko uzależnionych od pornografii, które nie zdecydowały się na bezpośrednie łamanie prawa, choćby poprzez udział w seks turystyce do Tajlandii czy Malezji. Oczywiście tego rodzaju seans jest także penalizowany i zagrożony karą, ale ewentualne odszukanie logującego się w dark webie obserwatora jest w praktyce bardzo trudne.

Zorganizowane grupy przestępcze koncentrujące swoją aktywność na handlu ludźmi, skupują, pozyskują nielegalnie lub samodzielnie zbierają dane poprzez śledzenie, analizę aktywności i preferencji użytkownika treści pornograficznych. W efekcie mogą precyzyjnie targetować np. potencjalnych klientów seks turystyki. To jest dość proste w konstrukcji.

Jak to wygląda w praktyce?

Sposób poruszania się użytkownika po dostępnym w sieci i darmowym portalu pornograficznym, wybór treści, długość i częstotliwość logowania do danego portalu w związku z wchodzeniem w coraz większe uzależnienie, prowadzi do tego, że opracowany algorytm i administratorzy stron podsuwają użytkownikowi obrazy , które kierują uwagę na wybrane treści. Jeżeli widać, że taka osoba wchodzi na dany portal po kilka razy dziennie to otrzymuje np. niepozorną reklamę, która proponuje jakąś formę usługi seksualnej w miejscu zamieszkania, czy seksturystykę w oparciu o preferencje seksualne odbiorcy. W przypadku osób ciężko uzależnionych, tego rodzaju reklama i powiązana z nią oferta jest trudna do odrzucenia.

To wszystko powoduje, że coraz więcej mówi się o handlu tzw. żywym towarem w powiązaniu ze zjawiskiem pornografii i uzależnienia od treści pornograficznych.


Więcej na temat
Pokaż więcej